Czym różni się seks porno od seksu w domu?

Kitty Stryker, gwiazda porno, pisząca i działająca aktywnie na rzecz osób pracujących w sex-biznesie postanowiła przybliżyć Wam różnicę pomiędzy seksem przed kamerą, a seksem w domu…

 

Kitty StrykerWydaje Wam się, że już wszystko zostało powiedziane? Być może. A może nie? Fakt jest taki, że dobrze jest przeczytać jak wygląda seks z tym samym partnerem w różnych okolicznościach.

“Twój chłopak Ci na to pozwala?” pyta mnie zszokowana dziennikarka. Jest to jedno z pytań jakie pada najczęściej w rozmowach z mediami. Dostaję je od przyjaciół, członków rodziny, fryzjera a ostatnio od dziennikarki przeprowadzającej wywiad o ludziach, którzy uprawiają seks za pieniądze przed kamerą.

Odpowiedź oczywiście jest taka, że mój chłopak “nie pozwala mi na nic”. Jesteśmy obydwoje niezależnymi ludźmi, z własnymi życiami, niespecjalnie możemy oprotestowywać wybory zawodowe drugiej strony. Jednocześnie mam dziewczynę, która również w tym zakresie nie kontroluje mojego życia! Byłoby to dziwne, zważywszy, że pracowali w biznesie, w którym ja teraz reżyseruje. Wiele osób pracujących “w tej działce” randkuje i jest w związku. Występ wymaga szczególnych warunków, zwłaszcza w odniesieniu do zasad monogamii. Jestem monogamistką w domu, byłam długo przed wejściem w świat porno, więc dyskusja o granicach czy bezpiecznym seksie jest la mnie względnie prosta. Nadal, randkowanie z kimś z branży oznacza, że musicie określić granice tego co robicie, względem tego, co można robić w domu. Odkryłam, że jeśli obydwoje występujecie, seks ekranowy w znaczący sposób różni się od seksu w związku. Mówię o własnym doświadczeniu, bo nie dość, że jesteśmy ze sobą, uprawiamy seks również zawodowo ze sobą na ekranie.
Zaczyna się od odzieży. Chciałabym oczywiście powiedzieć, że w łóżku z partnerem moja bielizna zawsze jest nieskazitelnie pasująca do siebie, doskonale seksowna i wyszukana. Jednak jak to w życiu – majtki bywają nieco sprane, pończochy (jeśli są) z niewielkim oczkiem, a biustonosz bez związku z dołem. Mój codzienny make-up jest bardziej jaskrawy i ostry niż ten na ekranie, u innych może być łagodniejszy – każdy ma swoje prywatne preferencje, a make-up filmowy musi być wyraźny, choć konwencjonalny i “nieodstający”. od pornograficznej normy. Nie przejmuję się też wybierając kosmetyki “nieodporne” na pot, ślinę czy inne płyny.

Mimo, że na codzień ubieram się jak na zjazd fanów fantasy, przebieranki w łóżku z własnym partnerem są czymś wyjątkowym, co uwalnia w nas dzieci i zupełne wariactwo. Kiedy występuję w trzyosobowej scenie: on, on, ona (czyli ja), zastanawiam się “jaką mam do tego motywację”, poza oczywiście “wybzykaniem”. Czy to jest okazjonalny seks, czy może trwający “romans”? Jakie dźwięki wydawałabym, gdybym naprawdę to robiła (!!!)? Czy dźwięki te są podniecające czy śmieszne? Czy powinnam zdją buty, żeby ściągnąć zupełnie spodnie ze spandexu, czy może zsunięcie do kostek wystarczy? I czy na kamerze widać, że myślę właśnie o tym, a nie jaram się trójkącikiem…
Jest to mentalnie i fizycznie totalnie wyczerpujące! W porno jest jak podczas sporót wyczynowych. Zdjęcia mogą trwać od 2 do 8 godzin, musisz wytrzymać wysokie obcasy, gimnastykę z facetem, utrzymać określone pozycje tak długo, aż kamera sfilmuje wszystko odpowiednio wyraźnie. Moje uda i łydki chcą odpaść – w końcu musisz zobaczyć zarówno moje cycki, jak i jego fiuta, podczas penetracji – daleko poza strefą komfortu. Kiedy przychodzę do domu, nie ma nic przyjemniejszego jak seksik w pozycji poziomej, misjonarskiej, podczas której niczym nie muszę się przejmować, ani blokowaniem światła ani rzucaniem cienia. Zwracanie na to uwagi podczas grania scen z własnym facetem jest tym trudniejsze – choćby chwilowe zapomnienie się i złapanie go za włosy powoduje zasłonięcie twarzy i ust, a potem kręcenie od nowa. W seksie przed kamerą panuje niewzruszona zasada: Kamera musi widzieć akcję.

Czasem ekstra oczy na planie to dobra rzecz. Reżyser pilnuje, żeby make-up był idealny, a ciało dobrze wyglądało, żeby odegrać wszystkie wymagane sceny i nie zapomnieć o tej czy tamtej pozycji. Musisz mieć pewność, że jest ktoś, kto pilnuje, że między twoimi pośladkami nie zaczepił się papier toaletowy. Kiedy Ty uprawiasz seks, reżyser dba, żeby wszystko i wszyscy byli piękni i nieskazitelni oraz każdy miał ekranowy orgazm.

Ale czy faktycznie miewam orgazmy na ekranie? Po pytaniu o to na co pozwala mi chłopak, pytanie o orgazm przed kamerą jest następne w kolejce. Odpowiedź brzmi: czasem! Jak i poza kamerą. Są pewne sceny, które sprawiają, że łatwiej mi osiągnąć orgazm, ale czasem moja głowa po prostu nie współpracuje. Co właściwie jest OK. W porno moim zadaniem jest odegrać orgazm i raczej nie zranię niczyich uczuć w czasie przedstawienia. Mój chłopak twierdzi, że orgazmy filmowe nie są dla niego satysfakcjonujące ani proste, bo jest ciągle zajęty myśleniem, żeby jego sperma wylądowała tam, gdzie tego sobie życzy reżyser.
Kręcenie filmu porno to jak współprodukowanie miksu scenek – z listą pozycji, akcji, które razem będą wyglądały płynnie jak doskonały seks marzeń. Muszą też spełniać wyśróbowane założenia biznesu. Czasem z partnerem podchodzimy do prywatnego seksu, jak do seksu porno – ze scenką w głowie. Pamiętam, jak na początku randkowania zaplanowaliśmy sobie scenkę “lekarz-pacjent”. Pamiętam, jak wyjęłam rozmaite metalowe gadżety – kneble, wzierniki i rozwieracze, fioletowy wibrator. Przygasiłam światło i pod prześcieradło ułożyłam wodoodporną folię, tak na wszelki wypadek. Tak się zdarzyło, jednak powiem Wam szczerze – w domu głównie uprawiamy seks WANILIOWY! Seks waniliowy jest słodki, jest prosty, jest nieskrępowany. Sami jesteśmy dość zajęci, mamy też mnóstwo zabawek, czasem bardzo zaawansowanych, ale głównie używamy dłoni i prostego wibratora na łechtaczkę. Dokładnie tak, jak większość trzydziesto-letnich par robi u siebie w domu.
Co więcej, kwestie granic i negocjacje podejmowane na planie przed kręceniem sceny oznaczają, że bywam znacznie bardziej rozrywkowa przed kamerą niż jestem w domu. Prywatnie znacznie trudniej mi okazywać uczucia i afekt. Jako kobieta z nadwagą która wystawia swoją seksualność na zewnątrz, jestem narażona na znacznie więcej gówna i hejtu niż inne dziewczyny. Ponieważ mój facet jest atrakcyjny (w powszechnym mniemaniu), często musimy znosić pełne litości spojrzenia – zwłaszcza jak mój ukochany zajada się większością pizzy jaką zamówimy. Na seks imprezkach, podczas których on otrzymuje znacznie więcej atencji i okazji do flirtu niż ja, oczywistym jest, że społeczeństwo determinuje poziom naszego seksualnego kapitału. Takie osądy mogą mnie zniechęcać w życiu prywatnym. Przed kamerą czuję się bardziej wyzwolona i niezwyciężona. To właśnie dzięki filmowi przeżyliśmy nasz pierwszy trójkąt. Nie mogłabym się na to zdecydować gdyby to nie był film. Oglądanie partnera z drugą osobą nie jest doznaniem komfortowym – w filmie mogę to zaakceptować, mogę się przyglądać po części jak reżyser, technicznie ogarniając sytuację. Mogłam wybrać partnera do trójkąt i dokładnie powiedzieć, jak to powinno wyglądać. Noc wcześniej podczas seksu w domu obgadaliśmy kwestie z partnerem i
powiedzieliśmy co dokładnie chcielibysmy zrobić z innym partnerem. W ten sposób trójkąt sprawiał w naszych głowach wrażenie bardziej pozytywnego i podniecającego oraz mieliśmy punkt zaczepienia do negocjacji sceny i jej dynamiki.
.

Jest dziwnie płacić chłopakowi za seks ze sobą (co de facto ma miejsce kiedy to ja reżyseruję film), ale takie sformalizowanie pomaga uniknąć pornodramy, po czyjej stronie będzie leżeć wina jeśli zerwiemy. Jest kilka zalet w pracy z własnym chłopakiem. Mogłam go namówić, żeby nasikał mi do ust w klipie nagrywanym w proteście przeciwko brytyjskiemu rozporządzeniu o cenzurze w porno. Ciężko to zrobić z jakimkolwiek gościem. Zwykle traktuję go jednak jak każdego innego aktora. Zarabia jak inni, pracuje tyle, co inni i ma podpisany kontrakt z agencją, która pomaga negocjować warunki jego pracy. Jeszcze nie reżyserowałam jego seksu z kimś innym niż ja, ale widziałam takie przypadki w tej branży. Wyobrażam sobie, że będę trochę zazdrosna i trochę podniecona, ale też zdaję sobie sprawę, że gwałtowniejsze uczucia będę musiała odsunąć na bok, jeśli chcę być dobrym reżyserem.
Entuzjaści erotyki lubią deliberować, czy niektóre porno produkcje są autentyczne i czy tak jest lepiej. Wydaje mi się, że niektórzy z naszych fanów szczególnie są uszczęśliwieni faktem, że jesteśmy z N (moj chłopak) parą i że jest między nami prawdziwa
chemia.Lubię myśleć, że miłość rezonuje na ekranie, kiedy na siebie patrzymy, całujemy się czy się śmiejemy ze sobą. Zaufanie i szacunek jaki mamy dla siebie powoduje, że jesteśmy idealnymi współpracownikami.
Mówiąc to, artystka performerka w głębi mojej duszy lubi występować i wie, że nawet “nieautentyczny” seks nadal jest seksem. To nie tak, że przed kamerą jest jakaś inna ja, podczas kiedy ta prawdziwa odpowiada na maile.Autentyczny czy nie, praktyka daje wymierne korzyści w realnym życiu. Mój facet potrafi utrzymać erekcję kosmiczny okres czasu, a ja nauczyłam się ejakulować. Poza planem jednak będziemy bawić się radośnie i szczęśliwie, tylko dla siebie. I tylko czasem marzy mi się posiadanie prywatnego asystenta, który podałby nam szklankę wody w czasie seksu w domu.